Kalendarz adwentowy 2016 - czyli niespodzianek czas już nadszedł!

Wiem, że niektórzy wcześniej je pokazują, ale u mnie by to nie przeszło, bo ja nie robię go dla fotek, ale dla nas - i do ostatniej chwili wszystko skrywa głęboka tajemnica, by nie psuć niespodzianki :) Dlatego dopiero dziś nasz tegoroczny kalendarz mógł ujrzeć światło dzienne - i dostać się pod obstrzał mojego aparatu :D


Pamiętacie mój zeszłoroczny kalendarz z gwiazdkami? Ten pomysł z wykorzystaniem naszej drewnianej choinki tak się wszystkim spodobał, że choć pierwszy pomysł miałam całkiem inny, zdecydowałam się jednak wykorzystać ją jeszcze raz. No, ale oczywiście coś musiałam zmienić! Nie byłabym sobą, gdyby stało się inaczej :D Zatem tym razem upominki i karteczki z zadaniami ukryłam w... woreczkach. Bardzo oryginalnie, wiem :D Ale za to w jakich! O, proszę:


Bo to właśnie te woreczki były powodem zmiany koncepcji :) Zupełnym przypadkiem, całkiem niedawno zobaczyłam tkaninę na kalendarz w drukarni tkanin KUKA i po prostu musiałam - no musiałam!!! - je zrobić. I już wiem, że to nie moje ostatnie zakupy tam:) Bo na żywo tkanina jest piękna!

Początkowo wybrałam perkal, ale przypadkiem się złożyło tak, że woreczki zostały wydrukowane na chino - i myślę, że obie te tkaniny są idealne do kalendarza (nansuk moim zdaniem byłby jednak za cienki). Zostało mi tylko w ekspresowym tempie uszyć woreczki - co nie do końca jest proste, gdy trzeba czajnikować przed małym szpiegiem, tak żeby nic a nic się nie domyślił... no i uszycie 24 woreczków - ściegiem francuskim oczywiście, żeby było porządnie - chwilę jednak zajmuje. Ale efekt - baaardzo mi się podoba, a jedyny trudny w całej operacji element to idealnie równiutkie wycięcie prostokątów na woreczki. :) A Wy, co myślicie?


A tu kilka zbliżeń:



Dziś oczywiście pierwszy z woreczków został odszukany i starannie opróżniony :) I właśnie myślę, czy odwieszać puste woreczki z powrotem, czy zdejmować, hmm...



W każdym razie - fotki zrobione i z pewnością trafią do grudniownika... Ale, ale! Skoro o tym mowa - i o niespodziankach - to mam jeszcze jedną w zanadrzu, tym razem dla Was!

Ponieważ uparcie zachęcam Was do uwiecznienia tegorocznego grudnia we wspominkowym albumie a najwyższa już pora takowy zacząć - mam dla Was konkurs! Ha! :) Co można zdobyć? No oczywiście małe wsparcie grudniownikowe - czyli zestaw zimowo-świątecznych kart od Family Portraits (a dokładnie 3 zestawy! :) plus kilka małych drobiazgów, gwiazdek i takich tam :) O proszę:


Co zrobić, żeby zdobyć widoczne wyżej karty? 
Proszę opowiedzcie mi, czy zdarzyło Wam się dostać kiedyś od Mikołaja jakąś fantastyczną książkę? Taką, że do tej pory z przyjemnością to wspominacie? Jeśli tak, to jaką? Bardzo ciekawią mnie Wasze odpowiedzi, a jedną z nich z przyjemnością nagrodzę tym co na fotce (i czymś jeszcze - niespodziankowym oczywiście! :D). I, Moi Drodzy, śpieszcie się, bo czasu malutko! Bo czekam na wasze opowieści do... następnego wpisu, który będzie już bardzo, bardzo niebawem!  Ale nie zdradzę kiedy dokładnie :) Aha, jeśli ktoś miały ochotę udostępnić informację o tym konkursie - będzie mi bardzo, bardzo milo oczywiście!

I to na dziś byłoby już prawie wszystko, gdyby nie... jeszcze jedna niespodzianka :) Ha! I ho ho! :D Bo - uwaga, uwaga - szczęścia można spróbować aż dwa razy, bo drugi konkurs znajdziecie na fanpage Ushiilandii! Zapraszam wiec serdecznie i tam! :) No... ufff... to już koniec na dziś niespodzianek wreszcie :)

Pozdrawiam,
ushii

PS
Aha, bo pytacie - niestety, większość rzeczy z przedświątecznych porządków wyprzedała się zanim trafila na stronę, ale kilka drobiazgów jeszcze zostało, tutaj, gdyby ktoś chciał -  jutro dorzucę jeszcze kilka - i to będzie koniec wyprzedaży w tym roku :)

Grudniownikowe przygotowania, czyli "Projekt Grudniownik 2016"

Jak tam wasze przygotowania do grudnia i Świąt? Ja oczywiście jeszcze domu nie dekoruję, ale z wolna gromadzę wszystkie zaplanowane elementy, kupiłam kilka ozdóbek, kilka innych jest w fazie produkcji, tegoroczny kalendarz adwentowy jest już prawie opracowany... no i oczywiście - szykuję też grudniownik (czyli album December Daily)!

Mój pierwszy DD powstał rok temu (pokazywałam go we wpisie o December Daily) i tak mi się to podobało, że - z małą zachętą od Family Portraits - zaczęłam prowadzić PL! I oczywiście w tym roku też powstanie taki albumik :) A skoro jeszcze kilka dni do grudnia mamy, postanowiłam się podzielić tymi swoimi przygotowaniami - może kogoś choć trochę zainspiruję do stworzenia własnego? A w grudniu zaproszę Was na kolejne wpisy z moimi stronami albumowymi i kilkoma moimi ulubionymi patentami na grudniowniki!

Zapraszam zatem: "Projekt Grudniownik 2016" - zaczynamy!


Zwykły, całoroczny PL prowadzę w albumie 9x12cali (przerobionym z albumu 30x30 od FP oczywiście), ale z dokumentowaniem grudnia przenoszę się do nieco mniejszego, 6x8cali i, co najlepsze... złotego! Bo ten właśnie kolor, w połączeniu z bielą i czernią (gdzieniegdzie okraszonym kolorowa plama - pudrowego różu, czerwieni - oczywiście, przecież to nadal ja! :D - mięty) będzie motywem przewodnim mojego tegorocznego grudniownika, więc złożyło się idealnie :)

A ponieważ jeszcze kilka dni zostało, na razie doszlifowuję pomysły i zbieram materiały - w użyciu rzecz jasna będą też i karty od FP, które zachwycają mnie swoją prostotą... Z pewnością uzupełnię je kilkoma kolorowymi kartami, bo wyłącznie czarno-biała kolorystyka mi nie pasuje, u mnie przecież musi być kolorowo, cukierkowo i trochę retro :) Ale te zestawy to świetna baza do małego kolorystycznego szaleństwa...


Takie zebranie przydasi i układanie ich w chwilowe kompozycje znacząco ułatwia mi ostateczny dobór materiałów i proporcji kolorów. A przy okazji często udaje mi się też przypadkiem stworzyć inspiracje na ozdoby do kart...


Jak widać wystarczy kilka samoprzylepnych literek i już zaczyna być ciekawie (a jak w dodatku są złote? Żadna sroka, taka jak ja, się nie oprze, he he). Jednym słowem - jeszcze nie zaczęłam na dobra sprawę robić albumu, a już mam całkiem dobrą zabawę, to planowanie, przekładanie i macanie wszystkich tych przydasi, zrozumie tylko taki wariat jak ja :D I warto tu zauważyć, że ta zabawa wcale nie jest bardzo kosztowna - zestawy kart  (i koszulki na nie) czy nalepki od FP mają nie tylko super wzory ale i na dokładkę naprawdę dobre ceny! Do tego trochę własnej inwencji, zdjęć i pamiątek - i powstanie niezapomniana pamiątka, do której - ręczę - każdy chętnie nie raz powróci :)


Oczywiście, absolutnym niezbędnikiem są dla mnie też czyste katy, bo nie byłabym sobą, jakbym nie zaplanowała kilku chlapnięć akwarelkami :) Tak, wiem, kolory bardzo Was zaskoczyły :P


A jakie Wy macie sposoby na planowanie swoich grudniowników? Bo mam nadzieję, że je robicie, bo to super przyjemność!

Pozdrawiam,
ushii

*******
WYKORZYSTANE MATERIAŁY:
album 6x8 cali Gold Family Portraits
karty z kolekcji FP: Nordic, Naughty or Nice, Merry & Oh So Bright oraz Miesiące
zestaw czystych białych kart
alfabety samoprzylepne FP Chipboard Stickers Gold oraz White
pisak Uniball Signo White
pisak Gelly Roll Gold
arby akwarelowe Prima Marketing Pastels i Schimmers
drewniane gwiazdki Eco Scrapbooking

Jesienne akcenty - czyli jestem w końcu :)

Były szumne zapowiedzi, ale pewne sprawy znów pokrzyżowały mi plany, a do tego jeszcze pogoda paskudnie utrudniała robienie zdjęć... więc dziś już tak cichutko, skromniutko. Jestem. Od czego zacząć?

Postanowiłam, że będzie mniej więcej chronologicznie, by blog choć odrobinę odzwierciedlał zmiany jakie u nas zachodziły. Taaaa. I dlatego dziś właśnie pokażę kilka drobiazgów, które zawitały do nas stosunkowo niedawno :D (tzn. niedawno jak na moje zaległości w pisaniu tutaj). A drobiazgów jedynie - bo to tak na rozpęd, od tych największych zmian zaczynać chyba nie będę, bo w życiu tego wpisu nie ukończę... Ale! Uważni czytelnicy zauważą, ze cichaczem przemyciłam zapowiedź znacznie większej zmiany, jak miała jakiś czas temu u nas miejsce, ciekawe czy ktoś wpadnie na trop :)

Pokazywałam Wam już tutaj jak przypadkiem spełniło się pewnego razu moje marzenie - stare świeczniki od Illums Bolighus. Ależ się ucieszyłam wtedy! Ale miałam jeszcze jedno świecznikowe marzenie. I je również udało się spełnić latem! A dziś do pokazania nadaje się idealnie, bo to taki świecznik ciut jesienny chyba... chociaż u mnie będzie stał cały rok na wierzchu :)


O, taki oto właśnie skandynawski ptaszek, klasyka rzekłabym :) Oczywiście jak to u mnie - to vintage, nie jest to nowa rzecz, o nie. No i przebył dość długą drogę do mnie zahaczając o kilka kontynentów - i jestem bardzo wdzięczna każdemu, kto się do tego przyczynił :) A na co dzień ulokował się w sypialni, ale gdzie dokładnie to już pokażę przy okazji jej prezentacji :)

Za to skoro świecznik wprowadził już taką nieco jesienno-przedgrudniową atmosferę, to dorzucę mu do towarzystwa dwa inne drobiazgi, o już mniej skomplikowanej historii, pasujące do pory roku. Też letni zakup - cudny kocyk w jodełkę - w sam raz na listopadowe wieczory...


I do tego poducha z supermarketu :) No, trochę już świąteczna, wiem, ale innych grudniowo-bożonarodzeniowych akcentów jeszcze nie mam, więc myślę, że do wytrzymania :) Zagadała do mnie wręcz z półki, musiałam ją kupić. I teraz sobie oczywiście kombinuję, jak ją w wolnej chwili po swojemu jeszcze urozmaicić, ale i taka jest fajna...


I tak sobie myślę, że teraz mogłabym się przenieść kawałeczek dalej i cyknąć kolejną rzecz, potem kolejną i kolejną... Ale zrobiłby się tasiemiec, więc to innym razem. Bo przecież nie tylko w pokazywaniu naszego poddasza mam mega zaległości, w pokazywaniu moich papierowych prac też! O wypiekach itp nie wspomnę... Tu już na chronologie nie ma co się zdawać, bo w życiu się nie odgrzebię, będzie coś najświeższego. Kartka z najnowszymi wykrojnikami od Rosy Dot, wiadomo, że jak to wianek, to ja musiałam wypróbować :) I wcale nie świąteczna! Bo wszędzie tylko świąteczne już inspiracje i kartki można oglądać, a co z jesiennymi jubilatami i solenizantami, takimi jak np ja, hę (tak, tak, zbliżają się moje urodziny, dopominam się o życzenia, hi hi :)? Tak się składa, że w moim otoczeniu jest kilka osób, które też teraz świętują, więc powstało kilka jesiennych prac. A z tej poniżej naprawdę, nieskromnie mówiąc, jestem zadowolona :)


Gdy wstawiałam powyższe zdjęcie zastanowiła mnie jedna sprawa... I mam pytanie do zaglądających do mnie sympatyków moich prac: od pewnego czasu na końcu postu często umieszczam informacje skąd dany przedmiot, gdzie kupiłam... a gdy publikuję kartki, PL i inne takie? Tez takie info - o materiałach, producentach by się przydało? Czy niepotrzebne? Jeśli możecie, dajcie mi proszę znać :)


Resztę prac dziś sobie podaruję, ale będą, bo rozsiały się po blogach i fanpejdżach moich DT, muszę to tu koniecznie zebrać! A dziś, skoro miało być skromnie, już kończę. Tylko jeszcze coś słodkiego na osłodzenie naszego rozstania :) Tym razem już tylko kilkudniowego, bo już więcej atrakcji utrudniających mi pisanie nie przewiduję... Ciasteczka, pyyyszne, delikatnie słodkie - ale nie za słodkie, aromatyczne, bardzo je lubimy! To takie maleństwa z gatunku "nie można przestać ich podgryzać", więc znikają błyskawicznie i trudno je sfotografować:


I na jesień pasują jak ulał, bo zawsze dodaję do nich cynamonu, albo i nieco przyprawy piernikowej... Oczywiście foremki też musiałam użyć jesienne :)


I na dokładkę robi się je błyskawicznie... No zróbcie! :) Przepis podawałam tutaj: kruche ciasteczka owsiane (kto ma wątpliwości co do tego ostatniego słowa - nikt nie zgadnie, że to owsiane, dopóki mu o tym nie powiecie :D).



Pozdrawiam!
ushii


*******
NA ZDJĘCIACH:
koc w jodełkę - Tchibo
poduszka z reniferem - Tesco
świecznik-ptak - Dania, lata 60-te
foremki liscie - W&S (USA)
talerzyk vintage - Rosenthal

Wracam!

No, właśnie tak :) Wiem, wiem, zostawiłam Was bez słowa wyjaśnienia. Bardzo nie w porządku z mojej strony, zwłaszcza, że nie wiedziałam, czy i kiedy jeszcze tu wrócę... Kto odwiedza mój FP na Facebooku, ten coś tam pewnie słyszał, ale resztę z Was trochę niefajnie potraktowałam... Bo najpierw miałam nadzieję, że sprawa da się szybko naprostować, więc nic nie pisałam. Potem czekałam jeszcze trochę... a potem, gdy wyglądało już na to, że to na razie tyle w temacie blogowania ode mnie i koniec, jakoś trudno mi było się zmobilizować, by skrobnąć kilka słów. No, i tak, o.

Właśnie - tylko słów kilka, bo zdjęć - już nie. Bo jak zwykle nie napisałam o co chodzi? Cóż, banalna sprawa - byłam taka zdolna i załatwiłam obiektyw. I cześć pieśni, bo to przecież jakby nie było blog może nie fotograficzny, ale bez zdjęć nie mający sensu kompletnie...

Rzecz jasna na nowy, porządny obiektyw kasy nie miałam, a naprawa dotychczasowego ciut mijała się ze zdrowym rozsądkiem... Aż wreszcie mój kochany...!!! M. stwierdził, że spróbujemy sami i... naprawiliśmy! Temi ręcami :) No, wiadomo, obiektyw niestety lepszy się od tego nie zrobił :D Ale znów działa! Wow! I uwaga, uwaga, będą nowe foty w Ushiilandii! Wracam do Was, hurra!!!

Zastanawiałam się tylko od czego zacząć po takim czasie? Przy tylu zaległościach, gdzie nasze poddasze zaliczyło już jakiś czas temu kurację odświeżającą i całą masę zmian i wygląda inaczej od dość dawna, a ja, przez przeróżne wydarzenia losowe, których zwieńczeniem było roztrzaskanie obiektywu, straciłam bezpowrotnie możliwość pokazywania Wam tych zmian na bieżąco... Gdzie powstało tak wiele różnych prac, którymi być może udałoby mi się zainspirować choć kilka osób... No nie umiałam wybrać, więc... będzie malutka zajawka, tak na rozgrzewkę :)


Zaciekawiłam Was choć troszkę? Mam nadzieję, bo tym razem już nie zniknę, wrócę do Was  niebawem :) Pozdrawiam!
ushii